Zasłyszane w głowie

Zamykam oczy i przez krótką chwilę czuję twój wzrok na sobie. Wiem, powinienem pozwolić ci się zbliżyć, ale nie umiem. Udaję przed sobą , że wszystko jest okej. Nie jest. Nie, mam, już, siły, na, walkę.

Ależ nie musisz wcale walczyć. Wcale, a wcale. Pozwól mi wejść. Otwórz się dla mnie. Odkryj. Nie mogę przecież wyrządzić ci większej krzywdy niż ta samotność, w której żyjesz. Niechybnie zbliża się koniec.

Nie rozumiesz podstawy, która każe mi obcować ze światem. Nie ma ram w których żyję, a jednocześnie siedzę sam w klatce swojego ja. Jestem wolny? Czy zniewolony? Ile jeszcze czasu nam zostało? Życie? Chwila? Podobno to życie, które mamy, jest chwilą. Moja… moja chwila się wlecze.

Zależy od ciebie jak wykorzystasz szansę, którą ci daję. No bo popatrz, jak czasem na ciebie patrzę. Widzisz fałsz? Nie. No właśnie. Nie szukaj złudzenia, innego jutra. Tu i teraz dzieje się twoje życie. Nie pozwól chwili minąć bezpowrotnie. Wpuść mnie. Proszę.

Nie mogę zrozumieć dlaczego to wszystko trwa tak długo, a jednocześnie to co było dziesięć lat temu wydaje się jakby niedawno spełnione. Kiedy skończymy? Nie chce mi się kreować tego dookoła czegoś innego. Nie, mam, już, ochoty, na…

Nie ty decydujesz o tym o warunkuje rzeczywistość. To my. Ty i ja tworzymy jutro. Napędzamy chwilę. Otwórz oczy. Popatrz. Daj mi kawałek siebie. Ja ci dam wszystko co mam od siebie. To uczciwy układ.

Nie umiem tego odkręcić. W prawo czy w lewo? A już mam. Jak ten gaz cholernie śmierdzi…

 

wiezienie-w-gc582owie

Do zobaczenia za chwilę.

   Popatrzyła na niego tymi swoimi wielkimi oczyma. Były jakieś takie nieobecne. Nie zmartwił się tym aż tak bardzo, bo ostatnio mieli trochę problemów. Nie mogli się dogadać, ale jak zawsze potrafili się pogodzić.
- Coś się stało? – zapytał na wszelki wypadek – Coś nie tak?
Nic nie powiedziała. Lekko się uśmiechając podciągnęła kolana pod brodę i przyłożyła usta do swojego ulubionego kubka, delikatnie dmuchając zanim upiła łyczek kawy. Robiła wtedy taki śmieszny dziubek, który zawsze go rozczulał. Pamiętał jak pierwszy raz pili razem kawę, to było nad morzem, gdzie spotkali się przypadkiem po latach. Zaśmiał się wtedy i powiedział, że to najsłodszy dziubek, jaki w życiu widział. Od tamtej pory byli praktycznie nierozłączni.
- Jak masz na imię? – to pytanie wyrwało go ze wspomnień.
- Co? No przecież wiesz. Co się dzieje?
- Bo widzisz – odpowiedziała – znamy się już tyle lat i wiem o tobie wszystko. Naturalnie znam twoje imię. Chodzi mi o to, że zawsze potrafisz mnie zaskoczyć, więc na wszelki wypadek pytam o twoje imię, gdyby miałoby być inne.
- Ha ha ha jesteś niemożliwa – szczerze rozbawiony nie mógł powstrzymać uśmiechu – Mam na imię tak samo jak zawsze.
- Wiem głuptasie. Nie o to chodzi. Bo jesteśmy tacy szczęśliwi, że to wszystko jest takie nierealne. A gdybyś umarł to chyba też bym umarła.
- Co ty mówisz? – nie podobał mu się temat tej rozmowy – Naczytałaś się znowu jakiś bzdur w tych swoich książkach?
Był zły, bo jej dusza romantyczki, którą tak bardzo kochał, czasami powodowała iż jego ukochana „odlatywała”. Co prawda kochał ją za te małe szaleństwa, ale tym razem było coś nie tak.
- Tristan kochał Izoldę, Romeo Julię, Werter… Myślałam, że taka miłość zdarza się tylko w książkach, a my? My jesteśmy prawie jak oni. To uczucie jest takie… Nierealne – Jej oczy się zaszkliły – Kocham cię tak mocno, że prawie mnie to boli. Kocham tak niewyobrażalnie, że nie lubię, kiedy wychodzisz sam do sklepu. Nie wiem czy to normalne, ale po tylu latach ciągle jestem szalona z miłości do ciebie.
- Wow.. No, ja też ciebie kocham. Bardzo – zmieszał się trochę. Należał raczej do osób powściągliwych. Nigdy nie epatował zbytnio uczuciem. Owszem, walentynki, urodziny – zawsze pamiętał, że uwielbia tulipany. Te czerwono-żółte. Wystarczyło mu, że raz na jakiś czas powie „kocham cię” i już. Bo i co więcej trzeba? Za to ona – istny wulkan uczuć. On nie rozumiał, co to znaczy „kochać na zabój”. Ona kochała całą sobą. On kochał, ale w ciszy, skrycie.
- Kochanie, czy umarłbyś dla mnie? – to było ostanie, które zadała zanim wyszła z domu.
- Na pewno bym zabił – odpowiedział z uśmiechem.

   Parę dni później, kiedy załatwił już wszystkie sprawy. Spojrzał na nią, kiedy siedziała na swoim ulubionym fotelu. Popatrzyła na niego tymi swoimi wielkimi oczyma. Były jakieś takie nieobecne. Nie zmartwił się tym aż tak bardzo, bo ostatnio mieli trochę problemów. Jej obraz zaczął się rozmywać. Uśmiechnął się smutno, ale pełen nadziei…
Wszedł na krzesło i spojrzał na jej ulubiony fotel, gdzie jeszcze nie tak dawno lubiła siadać, poprawił sznur i powiedział:
- Do zobaczenia za chwilę kochanie…

1300634801_by_pires_600