Typy Stereo

Wstęp

Na początek wyjaśnienie. Stereotyp to nie dwóch lub więcej facetów, ale (idąc za definicją z Wikipedii) „fałszywe i niedostatecznie uzasadnione a dotyczące pewnej grupy osób (nadgeneralizacja) przekonanie zbiorowe, zwykle niewrażliwe na argumentację”.

Jest takie powiedzenie: Boimy się tego, czego nie znamy. Nienawidzimy tego, czego nie rozumiemy. Doszedłem ostatnio do wniosku, iż miarą wielkości człowieka jest jego zdolność do zrozumienia, poznania i niepowielania stereotypów.

Słowacki pisał:
„Chodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa(…)”

Rozwinięcie

Aktualnie leżę w łóżku i piszę. I to o przebaczaniu. Trochę także alkoholowo no ależ też tudzież gdzież, dlaczego nie? Wybacz mi, że tak, a nie inaczej. A że akurat chciałem napisać o wybaczaniu, to w ten przewrotny i jakże jak na mnie inteligentny sposób nawiązałem do meritum moich dywagacji. Te trudne słowa to dowód na to, iż jeszcze ogarniam, co się dzieje, parafrazując Kubusia Puchatka: Tym moim małym rozumkiem. Ale wracając do kontekstu mojej treści. Wiesz, że w 11/10 przypadków to mężczyzna przeprasza kobietę? Serio. A w 9/10 tych przypadków robi to tylko i wyłącznie, niezaprzeczalnie i niepodważalnie po to, aby mieć w końcu święty spokój. Użyję teraz języka obcego. Jeśli jesteś kobietą to: Sorry. Jeśli jesteś facetem: High Five!

Nie jest tak? No jest! Z tym że to tylko rodzaj plastra na złamaniu. Bo sztuka przepraszania i wybaczania jest bardziej skomplikowana.

Wybaczyć komuś wcale nie jest łatwo prawda? Szczególnie, jeśli ktoś cię mocno zrani. Np… Zje twoje ulubione ciastko i się nie podzieli. Nie pożyczy ci hulajnogi lub co gorsza, nie ustąpi ci miejsca w tramwaju. Wybaczać jest trudno. To zależy od wielu czynników. Ja skupię się na jednym. Na Tobie.
Wszyscy popełniamy błędy. Niektórzy żałują podjętych decyzji. Niektórzy żałują braku akcji w danym momencie.

Generalnie to chodzi mi o to, że wybaczanie i przepraszanie nie jest taką prostą sprawą. Ustalmy jedno: Sorki to nie to samo, co Przepraszam, a Spoko to nie to samo, co Wybaczam. Rozumiem, że nikt normalny nie powie nagle „Wybaczam tobie twoje winy”, to byłby absurd. Skupmy się raczej na sensie i wydźwięku tych porównanych stwierdzeń.
Napisałem wcześniej, że to Ty jesteś ważnym, jeśli nie najważniejszym czynnikiem. To prawda. Musisz tylko sobie zadać dwa pytania:

1. Czy potrafię WYBACZAĆ?
2. Czy potrafię PRZEPRASZAĆ?

Większość, pewnie Ty także odpowie twierdząco. Ale czy na pewno potrafisz? Potrafisz z czystym sumieniem odpuścić czyjeś krzywdy, winy i zdrady w zgodzie z sobą i zapomnieć je na zawsze? Potrafisz przyznać się do błędu, wyrazić skruchę i z czystym sercem oraz sumieniem pochylić głowę i prosić o wybaczenie? Zaczynają się schody prawda? Jeśli nie to zrób rachunek sumienia. Przypomnij sobie, komu możesz wybaczyć. Tak na chłodno. Nie każę ci wybaczać tylko pomyśleć, bo na sto procent jest w twoim życiu taka osoba. Może warto by porozmawiać? A teraz w drugą stronę. Kogo warto przeprosić? Nikt nie jest idealny. Nawet Ty. Przed kim możesz pochyli głowę i powiedzieć: „Przepraszam”. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, iż małe rzeczy mogą być przyczyną wielkich nieporozumień.

Zapamiętaj:
1. Ludzie popełniają błędy, bo nikt nie jest idealny. Nawet ty.
2. Wszyscy zasługujemy na drugą szansę. Jeśli nie popełniliśmy strasznej zbrodni.
3. Dr House mówi, że wszyscy kłamią. Ok, ale postarajmy się wybaczać i przepraszać szczerze.

Małe kroki prowadzą do celu każdej podróży. Małe gesty potrafią sprawić najwięcej radości. Wyciągnięta dłoń, może uratować czyjeś istnienie.

Zakończenie

Zastanawiasz się pewnie, jaki związek ma wstęp z rozwinięciem. Już spieszę wyjaśnić.
Otóż część osób stereotypowo pewnie stwierdziła, że skoro prowadzę bloga się wymądrzam. I kurczę mają rację. Jako że cham ze mnie, do tego gbur i prostak i oczywiście zarozumialec – wymądrzam się maksymalnie.

Akapit numer dwa wyjaśnia, dlaczego tak pięknie o sobie piszę.

Akapit numer trzy usprawiedliwia to, dlaczego w ogóle piszę.

A tytułem końca jedno z moich ulubionych powiedzonek: Warto rozmawiać!

ghandi

Do zobaczenia za chwilę.

   Popatrzyła na niego tymi swoimi wielkimi oczyma. Były jakieś takie nieobecne. Nie zmartwił się tym aż tak bardzo, bo ostatnio mieli trochę problemów. Nie mogli się dogadać, ale jak zawsze potrafili się pogodzić.
- Coś się stało? – zapytał na wszelki wypadek – Coś nie tak?
Nic nie powiedziała. Lekko się uśmiechając podciągnęła kolana pod brodę i przyłożyła usta do swojego ulubionego kubka, delikatnie dmuchając zanim upiła łyczek kawy. Robiła wtedy taki śmieszny dziubek, który zawsze go rozczulał. Pamiętał jak pierwszy raz pili razem kawę, to było nad morzem, gdzie spotkali się przypadkiem po latach. Zaśmiał się wtedy i powiedział, że to najsłodszy dziubek, jaki w życiu widział. Od tamtej pory byli praktycznie nierozłączni.
- Jak masz na imię? – to pytanie wyrwało go ze wspomnień.
- Co? No przecież wiesz. Co się dzieje?
- Bo widzisz – odpowiedziała – znamy się już tyle lat i wiem o tobie wszystko. Naturalnie znam twoje imię. Chodzi mi o to, że zawsze potrafisz mnie zaskoczyć, więc na wszelki wypadek pytam o twoje imię, gdyby miałoby być inne.
- Ha ha ha jesteś niemożliwa – szczerze rozbawiony nie mógł powstrzymać uśmiechu – Mam na imię tak samo jak zawsze.
- Wiem głuptasie. Nie o to chodzi. Bo jesteśmy tacy szczęśliwi, że to wszystko jest takie nierealne. A gdybyś umarł to chyba też bym umarła.
- Co ty mówisz? – nie podobał mu się temat tej rozmowy – Naczytałaś się znowu jakiś bzdur w tych swoich książkach?
Był zły, bo jej dusza romantyczki, którą tak bardzo kochał, czasami powodowała iż jego ukochana „odlatywała”. Co prawda kochał ją za te małe szaleństwa, ale tym razem było coś nie tak.
- Tristan kochał Izoldę, Romeo Julię, Werter… Myślałam, że taka miłość zdarza się tylko w książkach, a my? My jesteśmy prawie jak oni. To uczucie jest takie… Nierealne – Jej oczy się zaszkliły – Kocham cię tak mocno, że prawie mnie to boli. Kocham tak niewyobrażalnie, że nie lubię, kiedy wychodzisz sam do sklepu. Nie wiem czy to normalne, ale po tylu latach ciągle jestem szalona z miłości do ciebie.
- Wow.. No, ja też ciebie kocham. Bardzo – zmieszał się trochę. Należał raczej do osób powściągliwych. Nigdy nie epatował zbytnio uczuciem. Owszem, walentynki, urodziny – zawsze pamiętał, że uwielbia tulipany. Te czerwono-żółte. Wystarczyło mu, że raz na jakiś czas powie „kocham cię” i już. Bo i co więcej trzeba? Za to ona – istny wulkan uczuć. On nie rozumiał, co to znaczy „kochać na zabój”. Ona kochała całą sobą. On kochał, ale w ciszy, skrycie.
- Kochanie, czy umarłbyś dla mnie? – to było ostanie, które zadała zanim wyszła z domu.
- Na pewno bym zabił – odpowiedział z uśmiechem.

   Parę dni później, kiedy załatwił już wszystkie sprawy. Spojrzał na nią, kiedy siedziała na swoim ulubionym fotelu. Popatrzyła na niego tymi swoimi wielkimi oczyma. Były jakieś takie nieobecne. Nie zmartwił się tym aż tak bardzo, bo ostatnio mieli trochę problemów. Jej obraz zaczął się rozmywać. Uśmiechnął się smutno, ale pełen nadziei…
Wszedł na krzesło i spojrzał na jej ulubiony fotel, gdzie jeszcze nie tak dawno lubiła siadać, poprawił sznur i powiedział:
- Do zobaczenia za chwilę kochanie…

1300634801_by_pires_600