Był sobie chłopiec

Chłopiec siedział na ławce i patrzył jak inne dzieci biegają wesoło z uśmiechami jakby przyklejonymi do twarzy. On nie słyszy, o czym mówiły dzieci, tylko czasem dociera do niego jakiś pojedynczy dźwięk. Patrzy i zastanawia się, o czym mówią. Uczy się ich reakcji na poszczególne zdarzenia i czasem, sam nie wie, dlaczego, uśmiecha się razem z nimi. Nie wie, że dzieci go wołają, ale reaguje na zapraszający gest jednej z dziewczynek. Ona mówi do niego, ale on słyszy tylko poszczególne słowa, które akurat zostały głośniej wypowiedziane. Chcą zagrać w dwa ognie i chyba brakuje im jednego gracza. Chłopiec cieszy się i z radością kiwa głową mówiąc „Jasne, bardzo lubię tą zabawę”. To była prawda. W tej grze są potrzebne refleks i wzrok, a nie słuch. A chłopiec, który tak słabo słyszał, potrafił patrzeć. Do tego był szybki. I tak podczas tych zabaw słyszał tylko kakofonię dźwięków. Nie rozróżniał ich za bardzo. Tak naprawdę to oszukiwał wszystkich śmiejąc się, kiedy inni się śmiali i zachowywał powagę, gdy inni wydawali się poważni. Mimo to lubił się bawić. Najmniej lubił zabawę w chowanego. Bo kiedy chciał zobaczyć czy ktoś go znalazł musiał się wychylić, żeby to sprawdzić i przeważnie jego kryjówka zostawała odkryta. A widział, że inne dzieci były wywoływane ze swoich kryjówek. Nikt nie musiał do nich podchodzić. Ale i tak lubił się bawić.

Dźwięki omijały go. Czasem coś wpadło mu do ucha, by zaraz odlecieć. W tej ciszy był sam. To był jego własny, cichy świat. Najbardziej nie lubił, kiedy ktoś musiał mu pokazywać na okno, gdzie jego mama wołała go na obiad. Wołała go gestem, jakby jadła niewidzialną łyżką z niewidzialnego talerza. Chłopiec doskonale wiedział, o co chodzi i nigdy nie patrzył na reakcję dzieci. Bał się, że będą się śmiały.

Kiedyś, po grze w piłkę ktoś coś do niego powiedział, a kiedy chłopiec nie słysząc trzeci raz zapytał, o co chodzi, usłyszał że chyba jest głuchy, odpowiedział że owszem, jest prawie głuchy. Od tamtej pory pojawiły się kompleksy. Jego poczucie pewności zostało na zawsze zachwiane. Chłopiec wiedział, że nigdy nie będzie dobrze słyszał, a mimo to starał się robić dobrą minę do złej gry, kiedy czegoś niedosłyszał, starał się to obrócić w żart.

Każdego dnia chłopiec oddalał się, co raz bardziej od reszty dzieci. Które powoli zaczęły dorastać. Chłopiec pokochał czytanie książek gdzie wraz z bohaterami przeżywał swoje przygody. Owszem miał przyjaciół, ale tylko książki dawały mu poczucie spełnienia. Dorastał w poczuciu samotności i niezrozumienia. Czas przyniósł mu poprawę słuchu, dostał aparat słuchowy, zaczął się częściej śmiać, ale nadal był samotny. Przez to, że tyle czasu nie słyszał, ominęło go wiele rzeczy, które dla innych były oczywiste. Uczył się wszystkiego na nowo, jednak na wiele było już za późno.

1379501185_MTc4LjM3Ljc3LjE2NA==_1010847_591706144203184_1253534967_n[1]

Pewnego dnia, obudził się rano i powiedział sobie Dość! Musisz coś zrobić ze swoimi kompleksami, bo życie mija bezpowrotnie. I chłopiec zaczął żyć.

Poznał też piękną istotę, która zdjęła jego aparat słuchowy i palcem na jego piersi narysowała mu serce. To serce wryło się głęboko w jego duszę, bo wreszcie porozumiał się z kimś bez słów.

Nie zawsze to, co wydaje nam się wadą, w rzeczywistości nią jest. Nigdy nie należy się poddawać. Bo życie mija bezpowrotnie, a łzy nie pomagają nam żyć. Każdy z nas jest wyjątkowy, wystarczy tylko w to uwierzyć. Wystarczy tego mocno chcieć. Chłopiec uwierzył i mimo, że nadal nie wszystko słyszy, to czuje i żyje jakby świat miał się skończyć następnego dnia.

Umarła w tej jednej chwili

Umarła w tej jednej chwili, kiedy zobaczyła ich razem. Trzymali się za ręce, a ona stała i patrzyła, nie mogąc uwierzyć. Krople deszczu spływały po jej twarzy mieszając się z łzami. Dobrze, że nikt nie widział jak płacze. Mimo wszystko było jej to nawet obojętne. Jej świat się skończył. Nie chciała już żyć. Bo, po co? Dla samotnych wieczorów, spacerów? Bez jego uśmiechów, pocałunków? Dlaczego? To nie ma już sensu…

Ruszyła przed siebie nie wiedząc, dokąd idzie. Nie miała już celu w życiu. Pragnęła tylko chwili, kiedy przestanie ją boleć dusza. Kiedy serce zabije po raz ostatni. Nic nie ma już sensu.

Dotarła do mostu, który był zawieszony w czasie i przestrzeni dość wysoko, by odebrać jej życie. Ludzie mijali ją obojętnie i nikt nie dostrzegał jej bólu. To już koniec.

Stanęła na skraju balustrady, patrząc w ciemną otchłań wody i przypomniała sobie szczęśliwe chwile. Z nim. Razem.

tumblr_la3ilyR3oG1qdmc7co1_500_large

Nagle, przyszedł sms. To on napisał dwa słowa: Kocham Cię.

Skoczyła.