SZTUKA AKTU JEDNEGO

SZTUKA AKTU JEDNEGO

Występują (dla wyobraźni):

ONA:  Małgorzata Foremniak

ON: Marcin Dorociński

 

Wyjaśnienie:

Tytułem wstępu należne czytelnikowi wyjaśnienie. Krótkie, rymem okraszone:

Jako, że o sztuk pisaniu pojęcia nie mam żadnego, nazwałem to pismo sztuką choć nie wiem, dlaczego. Nazwałem to „sztuką aktu jednego”, a pomysł ten jest zerżnięty z Allena Woody’ego.

Wprowadzenie:

Ona zaprosiła jego. On skorzystał. Ranek. Kawa.

Scena:

Łóżko z pomiętą pościelą. Stolik. Dwa krzesła. Na stoliku dwa kubki z kawą. Jej niebieski, jego pomarańczowy. Popielniczka oraz jedna butelka po wódce. Dwa puste kieliszki.

 

Ona siedzi na łóżku w niedbale zapiętej, zwiwenej sukience, on ubrany w jeansy i rozpiętą koszulę, usilnie wpatrująjąc się w obracany w dłoniach kubek, siedzi przy stoliku. Ma zwieszoną głowę. Zaczyna.

 

ON: Czyli dla Ciebie to nic nie znaczy? To tylko seks?

ONA: Tak. Podaj mi papierosa.

 

On podaje jej papierosa. Ona dramatycznym gestem go odpala. Wydmuchując dym, siedząc po turecku, lecz z jednym kolanem uniesionym, opiera rękę trzymającą papierosa o czoło.

 

ONA: Czego się spodziewałeś? Wielkiej, szalonej miłości?

ON: Nie, ale… To trochę dziwne, nie sądzisz?

ONA: Gdybym tak sądziła, to nie doszłoby do tego. Poza tym i tak nie jesteś w moim typie.

ON: To, po co to wszystko? Możesz mieć każdego. Jesteś naprawdę ładna.

ONA: Wiem, że jestem… Ładna… Dziękuję. Ubierz się i możesz iść.

 

Wstaje i siada przy stoliku. On patrzy na nią. Ona udaje, że robi porządek, przestawia kieliszki, butelkę od wódki z miejsca na miejsce.

 

ON: A jeśli nie chcę iść? Może chcę spróbować, zostać.

ONA: Nie, tak się nie umawialiśmy.

ON: W ogóle się nie umawialiśmy! To było spontaniczne.

ONA: Tak myślisz? Takie ładne kobiety jak ja nie robią nic spontanicznie. No dalej. Zbieraj się.

 

Słowo „ładne” wypowiada z ironią. Patrząc mu w oczy.

 

ON: Nie dasz mi szansy? Przecież było nam dobrze razem…

ONA: We wannie też jest mi dobrze, ale to nie znaczy, że coś do niej czuję.

ON: Nie możesz tego porównać do kąpieli.

ONA: Nie? Faktycznie. Kąpiel byłaby lepsza.

ON: Nie mów tak. Słyszałem jak krzyczałaś. Miałaś przynajmniej trzy orgazmy. Dobrze nam się rozmawiało. Śmiałaś się z moich żartów. Mówiłaś, że jestem wyjątkowy. Że chcesz ze mną…

ONA: No tak, dużo mówiłam… Myślisz, że jesteś taki wyjątkowy?!

 

Ona broni się przed narastającym uczuciem. Zmienia temat. Zaczyna gestykulować. Wstaje i chodzi nerwowo po pokoju. On oszołomiony nie wie, co powiedzieć. Ona podnosi głos.  

 

ONA: Wszyscy jesteście tacy sami! Wynoś się! Nie chcę cię więcej nigdy oglądać! Po za tym te orgazmy… Ćwiczę do roli w teatrze. Chyba dostanę Oscara.

 

On wstaje. Ubiera się. Wyciąga portfel i kładzie na stoliku sto złotych.

 

ON: Reszty nie trzeba… Dziwka.

 

Wychodzi.

Ona patrzy na drzwi, ciągle paląc papierosa. Po chwili drzwi się otwierają. On staje w progu i uśmiecha się.

 

ON: I wiesz co? Za role w teatrze nie dają Oscarów.

 

Wychodzi i zamyka za sobą drzwi. Ona bierze łyk kawy. Odstawia kubek. Gasi papierosa. Patrzy na drzwi i zaczyna płakać.

Koniec

Oczywiście, oczywista, oczywistość.

Chciałbym móc przemienić życie w śmieszny żart. Dlaczego nie możemy wciąż się śmiać? Dlaczego wszystko musi być takie skomplikowane? Wystarczy sobie powiedzieć dość, od jutra będę się uśmiechał do wszystkich, a oni odwzajemnią ten uśmiech. Wszyscy będą sobie pomocni i nikt nie będzie się na nikogo gniewał. Nie będzie stresu i ciśnień. Dlaczego wszystko to jest niemożliwe? No właśnie. Dlaczego?

Ci, co mnie dobrze znają wiedzą, że najbardziej na świecie nienawidzę trzech rzeczy: chamstwa, głupoty i ignorancji. Niestety czasem napotykam na swojej drodze ludzi, łączących w sobie te trzy cechy.Jak mnie wtedy krew zalewa. Nienawidzę, to zbyt delikatne słowo na określenie moich odczuć w stosunku do takich ludzi.

Czy tak trudno czasem wysilić mózg i pomyśleć dalej niż czubek własnego zakichanego jestestwa? Ja pier..le…

O głupocie nie ma co pisać, bo na imbecylizm nie ma lekarstwa. Jak to mawia moja kochana mama: „Idiotów się nie sadzi. Sami się rodzą.”

Chamstwo to już inna sprawa. Głupi przykład: kolejki. Ludzie wpychają się gdzie mogą. Do lekarza, rejestracji, autobusu, w sklepie, w windzie, w przejściu – no qrwa wszędzie. Wszyscy to znamy. A ilu z was to robi/robiło? Przestań. Tak, ty. Obojętnie, kim jesteś.

Jednak chamstwo to nie tylko kolejki. To wzajemny stosunek ludzi do siebie. Tak trudno się wysilić na odrobinę uprzejmości lub chociaż na brak chamstwa? Jak już nie można być miłym to, chociaż nie bądź niemiłym. Nawet nie trzeba się starać…

Ignorancja łączy się z chamstwem. Nie znoszę tego jak ktoś mnie ignoruje. Nie znoszę jak ktoś ignoruje innych. Nie znoszę ignorowania ogólnie przyjętych norm.

Nie mówię o braku szaleństwa, ale o nie uprzykrzaniu życia innym.

Wysil się czlowieku!

Ignorując kogoś lub coś możesz doprowadzić do rozpieprzenia relacji międzyludzkich.

Zwyczajnie możesz kogoś skrzywdzić. Pomyśl o innych, a nie tylko sobie.

Ignorując wszystko ignorujesz własne człowieczeństwo. Stajesz się człekopodobną istotą, której jedynym priorytetem jest najeść się i wyspać. Jak szympans. Chociaż i szympansy przestrzegają wzajemnych relacji i norm stada. Niektórzy ludzie są gorsi od małp… I w tym wypadku to nie jest przenośnia.

A teraz konkluzja. Tylko naprawdę mądry, może zachowywać się jak głupek (Ale jak odróżnić? O zgrozo…). Chamstwo można zwalczyć tylko chamstwem, bo do chama inna forma komunikacji nie trafia (Próbowałeś/aś w kulturalny sposób komuś zwrócić uwagę? Od razu cię zbeszta). Ignoranta trzeba ignorować, bo kto mieczem wojuje, od miecza ginie (Ignoris ignorem humanus ignoratus*).

 

 

 

 

 

 

*To nic nie znaczy, ale fajnie brzmi sentencja łacińska w tekście, kiedy już nie wiesz co napisać :-p