Wierszu, wierszem, między wiersze

Każda twórcza forma ma swój sens, początek, koniec i kreację. Tworzymy po to, żeby wyrazić siebie. Wyrazić swoje emocje. Chcemy żeby ktoś usłyszał wołanie miliardów komórek naszego ciała i zrozumiał właściwą treść. Krzyk naszego jestestwa próbuje się przebić poprzez warstwę spół- i samogłosek. Mojego jestestwa…

Prawda czasu, prawda słowa, prawda przekazu. Cisza. Ciemność. Nikt nie widzi. Nikt nie słyszy. Nie chce zrozumieć. A ja muszę udawać kogoś innego. Kogoś, kim nie jestem. Takiego chcą mnie widzieć inni. Pisać to, co ludzie chcą czytać. Mówić to, co chcą usłyszeć. A tego krzyku i tak nikt nie słyszy.

Ubrany w maskę jak każdy? Nie dziś i już nie jutro.

Dlaczego mamy być dopasowani? Tacy sami. Niczym miliony kopii jednego wzoru. Jak stado zebr, różniących się tylko ułożeniem pasków na ciele. A ten, kto chce się wyróżnić nazywany jest osłem…

Tak jak czarna owca w stadzie, która nie musi burzyć harmonii tylko dlatego, że inaczej wygląda bądź inaczej się zachowuje, może być dostrzeżona i doceniona. Niestety tą czarną owcą nazywamy tych, w których nie dostrzegamy bieli innych lub siebie samych. Bo boimy się tego, czego nie znamy. Nienawidzimy tego, czego nie rozumiemy.

Nie chcę być białą owcą jak wszyscy, ale nie chcę też być czarną owcą w stadzie społeczeństwa.

Miłe słowa. Puste slogany. „Dzień dobry”, „Jak się masz?”. Nikomu niepotrzebne frazesy, powtarzane dla podtrzymania powszechnie akceptowalnych norm w społeczeństwie, które dopuszcza alkoholowe akty przemocy, pomimo możliwości przerwania cierpienia ofiar tak błahą czynnością, jak wykonanie połączenia telefonicznego pod numer 112.

Patrzą tępym wzrokiem nie wiedząc, o czym mówię. Gubią się w potoku słów. Zdań przeplatanych, z pozoru nieskładną paplaniną. Czy ty to widzisz? Spójrz obok lub przed siebie. W głąb siebie. Zobacz światło zrozumienia. Chcę wyjść z mroku. Z cienia…

Po co mi to wszystko?

Zastanawiałem się, po co w sumie założyłem tego bloga? Chciałem zabłysnąć? Nie. Zaimponować komuś? Nie.

Komuś nie, a sobie? Może.
Chciałem/chcę coś przekazać ludziom? Trochę.

Bo świat nie polega tylko na byciu, ale też na dawaniu siebie, od siebie, dla innych. Współodczuwanie jest jednak tak znikome, iż to i tak nijak mija się z moim celem.

Marzyłem zawsze o plastycznym doborze słów, dla stworzenia wzniosłej budowy frazy, przy ekspresyjnym odbiorze czytelnika. Chciałem zawsze, unosić się ponad tą zwykłą formą, która była by zbyt prosta dla ignorantów, a jednocześnie tak pociągająca, że ludzie chcieliby mnie czytać. Skrycie, cytować.

To nie tak, że jestem zapatrzony w siebie. Mam wiele wad. To nie tak, że chcę być mainstreamowy, a jednocześnie niszowy. Tak sztuki robić się nie da. A sztukę zawsze chciałem robić/tworzyć.

Tyle że, sztuka teraz to fantazja. Teraz liczy się treść, a nie niosący się przekaz.
Co z tego, że powiem coś wprost, jak zostanie opacznie zrozumiane? Co z tego, że użyję metafor, jak i tak ludzie wszystko przeinaczą? Nie. Tak robić sztuki się nie da.

To może zostańmy przy faktach? Uderzajmy prosto w oczy? Jak kogoś zaboli, nie nasza sprawa. Jak komuś się nie podoba, niech nie czyta. Jak ktoś się nie zgadza, jego racja, jego sprawa.

Nie. Tak sztuki robić się nie da.

Nie.

.