Niepełnosprawny absurd.

Polska. Kraj przez wielu uważany za pełen absurdów. Pełen patriotycznych uniesień, wielkich nadziei i niespełnionych marzeń. Kraj noblistów, wielkich wodzów, wspaniałych poetów, pisarzy i muzyków. Fakt, piłkarsko jesteśmy słabi. Jednakże, patrząc na resztę to Polska powinna być w czołówce Europy pod każdym względem, a nie jest. Dlaczego? Z powodu wspomnianych już absurdów.

Jestem osobą, która szuka pracy. A gdzie się szuka pracy? Mówiono mi, że na pewno nie w Urzędzie Pracy. Mimo to niezrażony opiniami wielu i nienauczony ich błędami poszedłem do tej mekki milionów Polaków, którzy szukają pracy. Urząd ten ma w zasadzie pośredniczyć w znalezieniu pracy, jednakże spełnia tylko funkcję budynku, w którym trzeba się „odhaczyć”, żeby nie stracić prawa do opieki zdrowotnej oraz zasiłku. Proponuję więc, żeby popularne określenie „pośredniak” zamienić na „odhaczniak” – byłoby to bardziej adekwatne do funkcji tegoż Urzędu.

No wiec wszedłem między elektronicznie rozsuwane drzwi i szok! Kolejka do rejestracji ciągnie się nieskończoność. Stałem w niej bite 3,5 godziny po to, żeby Pani, która mnie obsługiwała, wypełniła w 3,5 minuty jedną kartkę i zrobiła ksero mojego dowodu osobistego. Nawiasem mówiąc wszystko by trwało jeszcze krócej gdybym na przykład został poinformowany, iż takowe ksero jest potrzebne. Wtedy czas oczekiwania nie uległby zmianie (3,5h) ale za to u Pani byłbym półtorej minuty.

Dobra. Jestem. Zarejestrowałem się jako poszukujący pracy. W końcu tej pracy szukam nie? Logiczne. Jednak zapomniałem, że w tym kraju logika działa inaczej. I oferty pracy są skierowane dla osób, które NIE MAJĄ pracy (bezrobotnych), a nie dla osób, które tej pracy SZUKAJĄ. Różnica: osoba poszukująca pracy z reguły ma rentę (na leki, rehabilitację itp. – w końcu jest niepełnosprawna), natomiast osoba bezrobotna tej renty nie ma (ewentualnie zasiłek no, ale o tym ciii).

Z moją (błędną) żelazną logiką pokierowałem się do swojego opiekuna, czy jak to tam się nazywa to stanowisko gdzie się człowiek odhacza i pytam o możliwość odbycia stażu, ponieważ zauważyłem, iż UP prowadzi program stażowy. Przecież nie będę pytał o pracę w Urzędzie Pracy – nie było jej tam. Jakież było moje zdziwienie, chociaż w duchu byłem na to przygotowany, że nie mogę z tego programu skorzystać bo to program…. Dla BEZROBOTNYCH, a nie POSZUKUJĄCYCH pracy.

Konkluzja. Rejestracja nie daje mi praktycznie nic, bo wszelkie kursy, szkolenia, staże, praktyki muszę załatwiać przez PFRON (tak, mają też biuro w UP) i to wtedy kiedy mają na to pieniądze. Tak moi drodzy. Bezrobotni i poszukujący pracy mają inne pule pieniążków do „wykorzystania”. Kiedy moi znajomi bezrobotni chodzili na różnego rodzaju staże, ja dowiedziałem się, iż dla poszukujących pracy pieniędzy wystarczyło na jeden staż. I to miesięczny! To jakaś niedorzeczność! Rozwiązanie, jest proste. Pełnosprawni boją się, że niepełnosprawni zajmą ich miejsca pracy, dlatego utrudniają im aplikowanie na te same stanowiska.

Jak osoby niepełnosprawne w tym kraju mają czuć się dowartościowane i aktywne zawodowo, kiedy na wstępie zderzają się z selekcją i segregacją? Nie mam pojęcia. Ale jeżeli tak ma być to może otwórzmy im (nam) inny budynek. Niech tam stoją w kolejkach do swojej rejestracji zamiast stać 3,5h z bezrobotnymi, oraz odhaczają się w swoich terminach i biurach.
To wszystko przypomina mi, pewnie nad wyrost, segregację czarnoskórych w USA swego czasu. Z wierzchu niby wszystko jest ok. poukładane i ładne, ale w środku totalny absurd, goniący kolejny absurd. Czuję się ignorowany i niedoceniany. Czuję, że coś jest nie tak. W początku XXI wieku nie czuję powiewu zmian. Czuje smród stereotypów, naleciałości i uprzedzeń. Bo jak to ma być, że jeden CZŁOWIEK jest traktowany inaczej niż drugi, będąc w tym samym miejscu, w tym samym celu i w tej samej sytuacji? Nie rozumiem. Pewnie dlatego, że jestem po tej drugiej stronie. Niepełnosprawnych. Pytanie tylko, czy ta pierwsza strona (ustawodawca) jest tak na pewno pełnosprawna, bo patrząc na te absurdy, dochodzę do wniosku, że chyba gramy w tej samej lidze, tylko cierpimy na inne schorzenia.

Parafrazując Martina Luthera Kinga: Mam takie marzenie, że pewnego dnia będziemy żyli w społeczeństwie, które nie będzie nas osądzało wedle niepełnosprawności, lecz wedle charakterów.